piątek, 18 czerwcaCS Superliga - nowa jakość speedrowera
Shadow

Nikodem Mlek: Będziemy walczyć o fazę play-off i innej opcji nie bierzemy pod uwagę

Tomasz Włodarczyk i Nikodem Mlek (fot. Waldemar Deska)

Nie do końca po myśli Lwów Avia Częstochowa układa się tegoroczny sezon ligowy. Ekipa spod Jasnej Góry w CS Superlidze wywalczyła tylko cztery punkty po zwycięstwach na własnym torze z LKS Szawerem LesznoHydro-Bud Szarżą Wrocław.

W minioną niedzielę zawodnicy Lwów Avia Częstochowa zaliczyli czwartą w tym sezonie porażkę. Drużyna Tomasza PokorskiegoToruniu musiała uznać wyższość tamtejszego TSŻ-u Schoenbeger. Częstochowianom w Grodzie Kopernika udało się wywalczyć ledwie 62 punkty, przy 93 oczkach rywala. – Trochę mało tych punktów, a stać nas na więcej. Trochę mieliśmy pecha, co do tych zawodów, zabrakło punktów np. Kamila Dembczyka, który doznał kontuzji po próbie toru. Mieliśmy zatem ograniczenie w punktach juniorów. Mamy dobrych juniorów, ale czasem im ten mecz wyjdzie, a czasem za bardzo chcą i to idzie w drugą stronę. Szczerze mówiąc, to myślałem, że w Toruniu przegramy około dziesięciu punktów, ale się myliłem – mówi po meczu Nikodem Mlek.

Nasz rozmówca przy swoim nazwisku zapisał osiem punktów z bonusem w sześciu startach. Małym pocieszeniem dla niego może być fakt, że dwa razy zapracował na biegowe remisy. – Faktycznie, trochę mało tych punktów zrobiłem. To nie był mój dzień, jeszcze przytrafiła mi się taśma i to w biegu nominowanym. Jedyne co mogę powiedzieć, to przeprosić drużynę i trenera, bo wiem, że liczył na więcej punktów.

Dla Lwów Avia to był kolejny tegoroczny mecz, w którym to nie wystartowali oni w swoim najmocniejszym zestawieniu. Czy mobilizacja meczowa spada w momencie, gdy zawodnicy wiedzą, że jadą w mocno osłabionym, albo nawet i drugim garniturze? – Fakt, nie mamy szczęścia do składu i wyjazdów w tym sezonie, niestety. Brakowało nam przede wszystkim kapitana drużyny – Sebastiana Paruzela, który musiał zostać w domu z chorym dzieckiem. To był dla nas trudny mecz i niestety go przegraliśmy. Wiedzieliśmy, że będzie bardzo ciężko, ale mobilizacja nie spadła. Staraliśmy się walczyć na tyle, na ile możemy.

W ligowej tabeli częstochowianie zajmują obecnie czwarte miejsce i przynajmniej na razie są oni w strefie dającej awans do barażów fazy play-off. – Patrząc w tabelę, to trochę sytuacja nie jest ciekawa, ale na pewno będziemy walczyć o fazę play-off i innej opcji nie bierzemy pod uwagę. Walczymy do końca, dopiero się rozkręcamy i zaczynamy zabawę.

W niedzielę zespół Lwów spotka się z TSŻ-em Schoenberger Toruń ponownie, tym razem przy ul. Starzyńskiego 10a. Kwestia bonusu wydaje się być rozstrzygnięta, ale… – Będziemy walczyć. Drużyna z Torunia ma dużą zaliczkę punktową i ciężko im będzie wyszarpać bonus, ale kto wie, co przyniesie mecz. Zobaczmy też jakim będziemy desygnować składem, a o to trzeba pytać trenera.

Mecz w Częstochowie zaplanowano na godzinę 11. Prawdopodobnie wystartuje w nim nowy-stary zawodnik Lwów – Marcin Szymański.