sobota, 19 czerwcaCS Superliga - nowa jakość speedrowera
Shadow

Łukasz Łaniecki: Plan minimum to obronić bonus w Częstochowie

Łukasz Łaniecki (fot. KS Aseko Orzeł Gniezno)

Kolejne zwycięstwo zapisali na swoim koncie w minioną niedzielę speedrowerzyści KS Aseko Orła Gniezno. Ekipa z pierwszej stolicy Polski mocno przybliżyła się do bezpośredniego awansu do fazy półfinałowej play-off. Kolejny krok mogą wykonać pod Jasną Górą.

Miniona kolejka w CS Superlidze była nadrabianiem zaległości, a rozgrywane mecze były spotkaniami 2. kolejki, które ze względu na panujące w kwietniu obostrzenia zostały przełożone właśnie na czerwiec. KS Aseko Orzeł podjął u siebie LKS Szawer, który wysoko zawiesił poprzeczkę faworytowi konfrontacji. – Pomimo wyniku ten mecz wcale nie był taki łatwy. Leszczynianie podjęli rękawice i mimo osłabienia brakiem podstawowych zawodników zaprezentowali wysoki poziom sportowy, za co należy im się wielki szacunek – mówi w rozmowie z serwisem CSSuperliga.pl Łukasz Łaniecki.

Gospodarze w niedzielne popołudnie zapisali na swoim koncie 86 punktów, a ich rywal o czternaście oczek mniej. Nasz rozmówca nie ukrywa, że zawodnicy walczyli nie tylko z przeciwnikami na torze. – Pierwszy raz w tym sezonie startowaliśmy w tak trudnych warunkach atmosferycznych i szczerze mówiąc, to brakowało nam trochę atutu własnego toru, który był zupełnie inny, niż na treningach. Czasem nas nawet zaskakiwał, jednak mecz jest wygrany i cieszymy się z trzech punktów. Zwycięstwo zbliża nas do celu, czyli walki o najważniejsze medale.

Aktualny Indywidualny Mistrz Polski przy swoim nazwisku w potyczce z Szawerem zapisał osiemnaście punktów z bonusem, a jedynym rywalem, który tego dnia zdołał przywieźć go za swoimi plecami był Patryk Kriger. To chyba wynik, który może dawać powody do zadowolenia? – Oczywiście, że tak, aczkolwiek był to pierwszy mecz, od tego we Wrocławiu, gdzie tak naprawdę mogłem wystartować w pełni skupiony na jeździe. We Wrocławiu zaliczyłem groźny upadek, którego skutki odczuwam do dziś i niestety pomimo ogromnych chęci, to w ostatnich trzech meczach nie mogłem dać z siebie tego, co bym chciał. Najważniejsze, że wszystko wraca na odpowiednie tory i mam nadzieję, że z dnia na dzień po urazie zostanie tylko wspomnienie (śmiech).

Mecz KS Aseko Orła z LKS Szawerem Leszno pechowo rozpoczął się i właściwie od razu zakończył dla Arkadiusza Szymańskiego, który upadł w swoim pierwszym biegu i zmuszony był udać się do szpitala na badania, które wykazały kontuzję. Gnieźnianie nie ukrywają, że to ogromne dla nich osłabienie. – Arek jest jednym z naszych liderów i będzie ciężko uzupełnić lukę pod jego nieobecność. Natomiast szczęście w tym nieszczęściu jest takie, że mamy „długa ławkę” seniorów, którzy będą w tym czasie gryźć tor za Arka. Miejmy nadzieję, że leczenie przebiegnie szybko i „Heniu” wróci do pełni sprawności i będzie w stanie w 100% walczyć na torze. Na ten moment zdrowie jest najważniejsze.

Drużyna z pierwszej stolicy Polski na dzień dzisiejszy jest wiceliderem rozgrywek, co przy utrzymaniu takich wyników da im bezpośredni awans do fazy play-off, bez konieczności startowania w barażach. Gnieźnianie mają trzy punkty przewagi na TSŻ-em Schoenberger Toruń i sześć nad Lwami Avia Częstochowa, a przepustkę do play-off mogą sobie zapewnić już w niedzielę. – Mecze w Częstochowie nigdy nie należały do łatwych. Gospodarze u siebie są bardzo mocni i na pewno nasz plan minimum, to obronić bonus. Oczywiście nie byłbym sportowcem, gdybym nie dodał, że jedziemy tam z nastawieniem zgarnięcia pełnej puli, ale to jest sport, więc w niedzielę wygra lepiej dysponowana drużyna.

Zobacz również