poniedziałek, 29 listopadaCS Superliga - nowa jakość speedrowera
Shadow

Dawid Bas: Chciałbym być w drużynie, która nie będzie toksyczna, tylko w stanowiącej jedność (wywiad)

Dawid Bas (fot. Dorota Wiśniewska)

Można zaryzykować stwierdzeniem, iż Dawid Bas i MS Śląsk Świętochłowice to synonimy. Jednak to po wielu latach ulegnie zmianie, brązowy medalista indywidualnych mistrzostw świata oraz zawodnik 2021 roku opuszcza swój macierzysty klub. W rozmowie z naszym serwisem opowiedział o powodach tej decyzji, planach na przyszłość i najlepszych wspomnieniach związanych ze Śląskiem.

Bartosz Fryckowski (cssuperliga.pl): Po raz pierwszy w karierze opuszczasz MS Śląsk Świętochłowice. Co miało wpływ na twoją decyzję?
Dawid Bas (zawodnik MS Śląsk Świętochłowice): Dokładnie, dzieje się to po raz pierwszy. Jeździłem już w innych klubach, ale jednak zawsze było to na zasadzie wypożyczenia. Tym razem będzie to dość duży krok dla mnie. Po kilkunastu latach jednak przychodzą do człowieka myśli o zmianach. Ze Śląskiem zdobyłem drużynowo wszystko, co było do zdobycia, teraz wydaje mi się, że przyszła pora na nowe wyzwania. Potrzebuję też odpoczynku od ogarniania tego wszystkiego, co związane jest z prowadzeniem klubu. Nie było to tajemnicą, że wraz z moim tatą Mirosławem Basem od dwóch sezonów musieliśmy wszystko „ogarniać” związanego z naszą sekcją. Oczywiście w latach wcześniejszych też się zdarzało, że trzeba było coś załatwić. Można powiedzieć, że od osiemnastego roku życia brałem czynny udział w sprawach organizacyjnych Śląska, ale nie było tego tak dużo, jak w ostatnich dwóch sezonach.

– Mimo wszystko jesteś człowiekiem, w którego żyłach cały czas będzie płynęła biało-niebieska krew. Czy twój powrót do Świętochłowic może kiedyś nastąpić?
– Myślę, że tak. Jeśli klub ze Świętochłowic, będzie chętny, to w przyszłości może się zdarzyć, że wrócę, ale kiedy? Tego nie wiadomo. Jak mawia klasyk, nie żegnam się, lecz mówię do zobaczenia.

– Twoje odejście to nie jedyny cios dla wicemistrza kraju. Z klubu odszedł Szymon Kowalczyk. Karierę zakończył Kamil Bielaczek, a podobno kilku zawodników nosi się z podobnymi zamiarami. Do tego Marcel Krzykowski w pełni oddania się trenowaniu żużla. Jaka przyszłość czeka teraz MS Śląsk?
– Wszystko powinno wyjaśnić się w ciągu kilkunastu dni. Sam do końca nie wiem co zarząd oraz reszta zawodników chcą zrobić z tym faktem. W końcu klub nie opiera się tylko na dwóch nazwiskach Bas i Bielaczek. Jest wiele osób, które od przyszłego roku również powinny zaangażować się w życie Śląska Świętochłowice, jeśli chcą, żeby klub normalnie funkcjonował. Myślę, że jeżeli nie mój ojciec, to już w tym roku mielibyśmy problemy z dokończeniem sezonu. Gdyby on zrezygnował, wtedy Śląsk mógłby się zacząć martwić, bo bez niego nie będzie niczego. Potrzebne są tylko osoby z takim samym serduchem albo podobnym, żeby to wszystko szło w dobrym kierunku. Więc tak, jak napisałem, sytuacja wyjaśni się w ciągu kilkunastu dni. Sam już nie jestem, tak dobrze poinformowany, jak to było w latach poprzednich (śmiech).

– Przez kilkanaście lat startów w macierzystym klubie przeżyłeś wiele pięknych chwil, wzoltów i upadków. Który moment wspominasz najmilej? Pierwszy złoty medal, czy może Mistrzostwo Europy Drużyn Klubowych?
– Tych pięknych momentów było na prawdę wiele. Śląsk długo walczył, żeby dostać się na podium Drużynowych Mistrzostw Polski. Przełomowym momentem myślę, że był brązowy medal w 2012 roku. Od tamtego momentu stwierdziliśmy, że chcemy dużo więcej. Byłem wtedy młody, ale był to bardzo duży sukces dla mnie, jak i dla całej drużyny. Przez lata chcieliśmy się wspiąć na najwyższy stopień podium. Było nam to dane w 2018 roku, co również stanowiło piękną chwilę. Oczywiście najmilej mogę wspominać rok 2020 oraz zdobycie drugiego złotego medalu wraz ze Śląskiem, ale wtedy już z tatą prowadziliśmy tę drużynę od A do Z. Uważam, że wieńczeniem tych wszystkich lat było zdobycie złotego medalu Mistrzostw Europy Drużyn Klubowych w Toruniu w tym roku. Piękna sprawa, a na dodatek to była moja pierwsza taka impreza, w której jechałem w barwach Śląska i daliśmy radę zdeklasować rywali w finale. Podsumowując każdy zdobyty medal ze Śląskiem, czy to DMP, czy Mistrzostw Polski Par Klubowych wspominam bardzo dobrze. Tak, jak wspomniałem wcześniej, ze Śląskiem raczej zdobyłem wszystko drużynowo, co było do zdobycia.

– Podobno posiadasz sześć ofert, czyli z prawie połowy speedrowerowej Polski. Najpewniej każdy z zespołów ma w rękawie różne argumenty. Mają one też swoje wady i zalety. Czym będziesz kierował się przy wyborze nowego klubu?
– Tak, jest tych ofert dość sporo. Na pewno będę się kierował podejściem klubu do rozgrywek oraz do zawodników. Chciałbym być w drużynie, która nie będzie toksyczna, tylko w stanowiącej jedność, jak to miało miejsce w Śląsku przez kilka lat.

– Było poważnie i sentymentalnie, przejdźmy do radośniejszych momentów. Podczas plebiscytu za sezon 2021 zostałeś wybrany zawodnikiem roku. Jakie uczucia ci towarzyszą od tego momentu?
Naprawdę fajna sprawa dostać takie wyróżnienie. Nie był to wybór trzech, czterech osób, lecz wszystkich trenerów oraz kapitanów klubów, oraz kapituły za co bardzo chciałbym w tym miejscu podziękować. Taka nagroda napędza i motywuje w przygotowaniach do przyszłego sezonu, żeby był on jeszcze lepszy, niż ten aktualny oraz aby odebrać takie wyróżnienie jeszcze raz.

– Często to, co widzą u nas inni, różni się od naszego własnego spostrzegania pewnych spraw. Inni uważają, że byłeś najlepszym zawodnikiem 2021 roku, a ty jak subiektywnie oceniasz miniony sezon w swoim wykonaniu?
Nie był super wybitny, aczkolwiek nie mogę narzekać. Nie wszystko się układało po mojej myśli, początek sezonu był dobry, środek średni i końcówka bardzo dobra. W tym roku w lidze odjechałem swój najgorszy mecz chyba od 2012 roku, wtedy w Zielonej Górze zdobyłem sześć punktów w czterech startach, a punkty zdobyłem na swoich zawodnikach. W tym roku jeden punkt w jednym biegu. Nie powinno to się zdarzyć. Poza tym jednym incydentem reszta meczy ligowych w moim wykonaniu była na dość dobrym poziomie. Indywidualnie, w tym roku była na dobrą sprawę tylko jedna znacząca impreza, którą były Indywidualne Mistrzostwa Polski we Wrocławiu. Można powiedzieć na własne życzeniem, przegrałem złoty medal. Wystarczyło, że pilnowałbym drugiego miejsca, które dawało mi wtedy złoto, a pojechałem w tym biegu nijako. Marcin (Szymański – dop.red.) zdecydowanie wykorzystał tor, który zna od lat oraz dużo bogatsze doświadczenie. Także sezon był przeplatany dobrymi występami z tymi średnimi. Ten jeden super dobry występ miał miejsce w Toruniu w finale Mistrzostw Europy Drużyn klubowych. Wszystko w ten wieczór wtedy zagrało, a jeden stracony punkt to nic złego.

– Oprócz bycia zawodnikiem od tego roku jesteś członkiem zarządu Polskiej Federacji Klubów Speedrowerowych oraz szefem sędziów. Jesteś zadowolony z efektów swojej pracy?
– Nie do końca, niektórzy sędziowie dalej sędziują według własnego regulaminu. Musimy nad tym popracować, ale jeśli ktoś nie chce współpracować, to jest to naprawdę ciężkie do realizacji. Zobaczymy, jak to będzie wyglądać w przyszłym roku, aczkolwiek również zastanawiam się nad rezygnacją z miejsca w zarządzie PFKS. Chciałbym skupić się tylko i wyłącznie na jeździe.

– Pewnie wiele osób to nurtuje. Kiedy poznamy twój nowy klub?
– Myślę, że już niedługo. Możliwe, że już za parę dni. Na zakończenie chciałbym z całego serca podziękować całej drużynie Śląska Świętochłowice, wszystkim zawodnikom, działaczom, sponsorom oraz kibicom. W końcu w Świonach zawsze byli i będą najlepsi kibice pod słońcem. To były piękne i obfite w sukcesy lata. Zawsze z dumą ubierałem koszulkę z „Ś”. Dziękuję mojemu tacie Mirkowi za te wszystkie zjedzone nerwy, nie tylko w trakcie zawodów, ale sporo emocji również przynosiliśmy do domu. Dla wszystkich jedno wielkie dziękuję oraz do zobaczenia.

źródło: inf. własna

Zobacz również