czwartek, 13 majaCS Superliga - nowa jakość speedrowera
Shadow

Chce się dobrze bawić i pomóc w reaktywacji speedrowera na Dolnym Śląsku

Bartosz Grabowski (fot. facebook.com/Szarza-Wroclaw)

W grudniu 2019 roku zapowiadał koniec kariery, ale już w pierwszym meczu kolejnego sezonu wrócił na tor. W ubiegłym roku odjechał jednak ledwie jeden wyścig, a w zimie zmienił przynależność klubową i związał się z Szarżą Wrocław.

Bartosz Grabowski, bo to o nim mowa to jedna z legend polskiego, ale i chyba już światowego speedrowera, choć ma dopiero ledwie 25 lat. Złoty (2015) i srebrny (2017) medalista indywidualnych mistrzostw świata nie ukrywał, że poczuł się nieco wypalony tym sportem. Krótka przerwa od jazdy w lewo sprawiła, że było mu tęskno za jazdą w lewo? – Rok czasu dla jednych to mało, a dla drugich dużo. Tęskno? Niekoniecznie, akurat mam co w życiu robić, ale, że powstał „nowy” klub, to postanowiłem, że w jakiś tam sposób pomogę chłopakom we Wrocławiu, aby trochę to „pchnąć” do przodu – mówi zawodnik w rozmowie z naszym serwisem.

W ubiegłym roku Grabowski odjechał ledwie jeden wyścig w CS Superlidze. W meczu 2. kolejki pomiędzy LKS Szawerem Leszno a ULKS Mustangiem Żołędowo wyjechał na owal w 11. biegu dnia pokonując Radosława Morawiaka oraz Jakuba Kusia. – Wystawili mnie do tego biegu i co, pojechałem (śmiech). Wyszło tak, że to był jedyny wyścig, bo więcej nie było sensu. Chłopacy z Leszna dawali sobie radę bez mojej pomocy, także nie było potrzeby. A druga sprawa, że miałem napięty grafik do którego doszły m.in. zawody na pitbike – dodaje nasz rozmówca.

Nowy nabytek Hydro-Bud Szarży Wrocław wziął udział m.in. w obozie przygotowawczym swojego nowego zespołu w Zakopanem, a także wystartował w treningu punktowanym w Ostrowie Wielkopolskim. Czy to oznacza wielki comeback do ścigania? – Wiele zależeć będzie od menedżera, czy mnie powoła do składu, czy też nie (uśmiech). Nie ma co na razie zakładać, bo może za chwilę… odwidzi mi się jazda i co wtedy? Zobaczymy, co czas przyniesie.

Szarża Wrocław była jedynym klubem, który w zimie odezwał się do Grabowskiego. Sam zawodnik przyczyny tej upatruje m.in. w słowach, które wypowiedział w jednym z wywiadów. – Tak się złożyło, że akurat zgadaliśmy się z prezesem Kocurem i tak oto jestem we Wrocławiu. Nikt o mnie nie zabiegał, ale to może też dlatego, że mówiłem właśnie o tym, że kończę przygodę ze speedrowerem. Kto wie, może gdybym tych słów nie wypowiedział, to ktoś by się jeszcze odezwał.

Z jakimi nadziejami ostrowianin zasila wrocławskie barwy i jak ocenia szansę „Rateli” w walce o Drużynowe Mistrzostwo Polski? – Nie mam żadnych nadziei. Chcę się dobrze bawić i pomóc chłopakom w odrodzeniu speedrowera we Wrocławiu. Chcę prezentować dobre wyścigi. Sezon pokaże, na co nas stać. Nie ma co przed sezonem wieszać medali. Najpierw niech ruszy sezon, a to na razie jest spora niewiadoma, gdy widzimy, co się dzieje na świecie… Na pewno naszym atutem może być młodość, doświadczenie i bardzo dobra atmosfera.

W rozgrywkach ligowych drugiej dywizji ujrzymy nowy zespół, który pochodzi z rodzinnego miasta Grabowskiego – OS Omegę Ostrów Wielkopolski. Ekipa z dużymi nadziejami wchodzi do rozgrywek CS Superligi, a świadczyć o tym mogą m.in. wzmocnienia braćmi Małeckimi. Jak szanse nowego klubu na mapie ligowej ocenia Grabowski? – Dajmy im się skupić na robocie, a na pewno będzie dobrze. Nie jestem osobą, które oceniają. Jeśli każdy pojedzie na swoim poziomie, to mogą namieszać. Będę trzymał za nich kciuki i w razie pytań na pewno będę służył pomocą – zespołowi ligowemu, jak i młodym, którzy zaczynają przygodę ze speedrowerem.

Zobacz również