sobota, 19 czerwcaCS Superliga - nowa jakość speedrowera
Shadow

Artur Bujnowski: Każde starcie to nowa historia (wywiad)

Artur Bujnowski (fot. klub)

Kilka dni temu Filu-Bud Szarża II odniosła sensacyjną wygraną nad OS INORNET.eu Omegą Ostrów. Bohaterem wrocławskiej drużyny był zielonogórzanin Artur Bujnowski.

Bartosz Fryckowski (cssuperliga.pl): Jakie to uczucie zostać zawodnikiem kolejki?
Artur Bujnowski (Filu-Bud Szarża II Wrocław): Na pewno bardzo przyjemne, miłe i…miłe. Samą nominacją byłem już pozytywnie zaskoczony. Tym bardziej że jeszcze rok temu ukochany speedrower w formie czynnej był u mnie już w zasadzie historią. Początek tego sezonu i pierwszy mój mecz ligowy w CS Superlidze to zupełny dramat. Trzeba było wziąć się w garść i to zmienić. W miarę się to udało, co widać. Wyszedł mi teraz przyzwoity mecz z Omegą i to cieszy. A że zostałem nominowany, a potem wybrany na zawodnika kolejki to tym większa radość. Dzięki za każdy głos.

Twój zespół Filu-Bud Szarża II wygrał swój pierwszy pojedynek. Liczyliście na triumf nad ostrowianami?
Szczerze mówiąc to przed tym meczem miałem w głowie myśli, że ten pojedynek naprawdę można przy odpowiedniej mobilizacji wygrać. Wiedzieliśmy, że wszystkie poprzednie w naszym wykonaniu to co najmniej dwudziestopunktowe porażki. Ale każde starcie to nowa historia. W rozmowach z chłopakami przed meczem wyczuwalny był promień nadziei i przede wszystkim chęć zdobycia pierwszych ligowych punktów. Przebieg meczu był bardzo dynamiczny, przez chwilę już zeszło z nas powietrze, bo przewaga gości była spora. Tuż po tym zaraz znów zwrot. No i wszystko rozstrzygnęło się w ostatnim biegu. Chłodna głowa, plan i jest zwycięstwo Filu-Bud Szarży II. Uznanie dla każdego zawodnika, bo wszyscy dawali z siebie maksimum.

W tym starciu wystąpiło, aż siedmiu zielonogórzan, piątka we wrocławskich barwach, dwójka w ostrowskich. Jak to było mieć po przeciwnej stronie barykady kolegów z Harpagana Zielona Góra? 
Jak to mówi Paweł Kokot, w takich sytuacjach to tylko kaski. Sytuacja jest o tyle inna, że znamy specyfikę swojej jazdy nawzajem, więc można to wykorzystać, jeśli nadarzy się okazja. Finalnie nie było wielkich animozji (śmiech). Za to zbijaliśmy piątki i wspieraliśmy siebie nawzajem. Wszak finalnie jesteśmy Harpaganami z Zielonej Góry.

Filu-Bud Szarża II z meczu na mecz jest coraz bardziej waleczna. Co jest waszą siłą? 
Można powiedzieć, że się rozpędzamy. Czy już to było maksimum? Zobaczymy. Siłą dla Filu-Bud Szarży II na pewno jest moim zdaniem osoba kapitana ekipy Witka Strzelca. To swój chłop. Wie co, jest pięć w temacie pomimo kilkuletniego rozbratu z rowerem. Dla mnie osobiście bardzo ważną sprawą jest też fakt, iż w drużynie jest charakterny Paweł Kokot. Siłą jest tu każdy zawodnik, który chce i czuje klimat. Żeby osiągać nawet najmniejsze sukcesy w drużynie, trzeba umacniać jedność grupy. Budować i szanować siebie nawzajem. Brak presji też pewnie pomaga. Staramy się do każdego meczu podchodzić na luzie. Tego się trzymamy. A wygrać chcemy zawsze.

– W tym sezonie wracasz do regularnej jazdy, jakie widzisz mankamenty w swojej jeździe? 
Mankamenty…hmm. Ja widzę wszystkie (śmiech). Na pewno jednym z nich jest start. W moim pierwszym momencie jest pewien szkopuł, który wyłapał u mnie Paweł Cegielski. Na trasie bywa różnie. Mój priorytet na ten sezon to nie dać się wyprzedzać po trasie. Aha, no i z mankamentów to bardzo możliwe, że ta moja waga może też mieć wpływ. Może, ale nie musi (śmiech).

– Jesteś trenerem wrocławskich Szarżaków. Jak wielu posiadasz podopiecznych? 
Na chwilę obecną stałych uczestników treningów jest około dziesięciu. Tegoroczna pogoda, póki co nie zachęca do większego zainteresowania zajęciami, ale podejrzewam, że już wkrótce może się to zmienić.

Praca z akademią sprawia ci radość? 
Tak. Cieszy mnie fakt, że można uczyć speedrowerowego rzemiosła młodych już od tak wczesnych lat. Miłe i często wdzięczne doświadczenie.

W twoje ślady idzie twój syn Jan. Widzisz w nim na torze jakieś cechy, które występują także u ciebie? 
Jasiek pojechał na pierwszy trening w zeszłym roku. Dokładnie jakoś rok temu z hakiem. Nie zmuszałem, nie namawiałem. Po pierwszym treningu już złapał ochotę na kolejne. W zeszłym roku pojechał już w kilku wrocławskich imprezach dla żaków i jednym Indywidualnym Pucharze Polski, Indywidualnych Mistrzostwach Polski i Mistrzostwach Polski Par Klubowych. Cieszy go każdy nowy tor, na którym się pojawia. Przez zimę złożyliśmy rower już na kołach o średnicy 26 cali i kręci dalej. Póki co, bez presji. Jeśli chodzi o podobieństwa to póki co zauważam to analizowanie w głowie biegu i wyników w czasie jeszcze trwającego wyścigu. Też to miałem jak zaczynałem. Sylwetka Jaśka na torze fajna, cieszą wygrane biegi i punkty zdobywane po walce, wkrótce może pora na coś więcej.

Zobacz również